Jak dawać miłość dziecku, aby czuło się naprawdę kochane – cz. 4: Miłość w spojrzeniu

Zobacz również

Jest to czwarty wpis z serii 13 artykułów opracowanych na podstawie książki „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” Rossa Campbella, Pisma Świętego oraz obserwacji i własnych doświadczeń autorki.

Kontakt wzrokowy odgrywa istotną rolę w budowaniu naszej relacji z dzieckiem oraz wyrażaniu miłości. Polega on na spoglądaniu prosto w oczy osobie, z którą się komunikujemy. Jest on bardzo potrzebny zarówno w celu nawiązania dobrego porozumienia, jak i dla zaspokojenia emocjonalnych potrzeb dziecka. Wielokrotnie stosujemy go nieświadomie, przekazując w ten sposób miłość bliskim, szczególnie dzieciom. Patrząc na nasze dzieci, karmimy je miłością i napełniamy ich kubek emocjonalny.

Kiedy dzieci są małe, aby móc popatrzeć im w oczy, bierzemy je na ręce, nachylamy się do nich. Kiedy stają się bardziej samodzielne, schylamy się lub kucamy, aby patrzeć na nie z ich wysokości, a nie z góry. Tym sposobem dajemy przekaz, że chcemy nawiązać z nimi relację i zaangażować się w ich świat. Kiedy przychodzą do nas porozmawiać o czymś dla nich ważnym, podzielić się jakąś nowiną, pomysłem, zmartwieniem, potrzebują, abyśmy przerwali inne czynności, którymi się aktualnie zajmujemy, i wysłuchali je, utrzymując z nimi kontakt wzrokowy.

Spojrzenie ma dla dzieci bardzo duże znaczenie. Patrząc nam w twarz, mogą odczytać, czy cieszymy się z ich radości, czy współczujemy im w ich troskach, czy je rozumiemy. Również spożywając wspólnie posiłek, dzieci obserwują twarze innych osób. Odczytują z twarzy emocje, nastrój, nastawienie. Jest to dla nich niezmiernie ważne źródło informacji o ludziach wokół nich, o świecie. Uczą się w ten sposób zachowań społecznych.

Niestety czasami rodzice mogą przekazywać dziecku wzrokiem negatywne komunikaty, patrząc na nie jedynie w pewnych okolicznościach, np. gdy zachowuje się ono w ich opinii grzecznie i są z niego dumni. Patrzą z dumą, gdy dostało świadectwo z czerwonym paskiem, gdy wyrecytowało wierszyk przed całą rodziną podczas urodzin babci, gdy inni je chwalą, np. nauczyciel w szkole lub sąsiadka. Taka postawa rodzica wysyła sygnał, że dziecko jest kochane warunkowo – gdy zrobi coś, co podoba się rodzicom, wówczas okazują mu miłość, wyrażają to ich oczy, twarz. Taka sytuacja zaburza prawidłowy rozwój dziecka i jego dojrzewanie.

Niewłaściwe jest także stosowanie kontaktu wzrokowego przede wszystkim dla podkreślenia swoich słów, zwłaszcza gdy krytykujemy, strofujemy dziecko lub wydajemy mu polecenia. Rodzic patrząc piorunującym wzrokiem, przekazuje swojemu dziecku groźby, nie miłość.

W innym przypadku wezwanie: „Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię!” nie zbliża i nie buduje bliskości. Stosowanie kontaktu wzrokowego przede wszystkim w negatywnych intencjach utrudnia lub uniemożliwia budowanie w dziecku pozytywnego obrazu rodziców. W przypadku małych dzieci możemy tym sposobem uzyskać zewnętrzne posłuszeństwo, jednak będzie to motywowane strachem. W miarę dorastania dziecka miejsce strachu zajmie gniew, bunt, rozżalenie. Kubek emocjonalny nie jest napełniany.

Jeszcze gorszy zwyczaj, jaki mogą praktykować rodzice, to unikanie kontaktu wzrokowego stosowane z zamiarem ukarania dziecka. Takie postępowanie jest okrutne. Niestety zdarza się ono dość często wobec współmałżonków. Celowe unikanie kontaktu wzrokowego z dzieckiem jest dla niego bardzo bolesne. Czuje się ono wówczas odrzucone, samotne, niekochane i może się okazać, że będzie pamiętało takie zdarzenia do końca życia. Mądrzy rodzice, dla których ważne jest przekazywanie dziecku miłości, potrzebują wykluczyć ten sposób działania ze swoich metod wychowawczych.

Nasz sposób okazywania dziecku miłości nie powinien być uzależniony od tego, czy jesteśmy z dziecka zadowoleni. Potrzebujemy okazywać miłość wytrwale, niezależnie od sytuacji. Gdy nie podoba nam się zachowanie dziecka, możemy zareagować inaczej, w sposób, który nie zakłóci okazywania dziecku miłości. A zatem należy zapamiętać, że niezbędne jest, aby rodzice używali kontaktu wzrokowego jako stałego sposobu okazywania miłości, a nie jako narzędzia utrzymywania dzieci w posłuszeństwie.

Istnieją jeszcze inne sytuacje, kiedy dziecko pozbawiane jest miłości przekazywanej wzrokiem. Jeśli rodzic będąc z dzieckiem w jednym pokoju, teoretycznie jest blisko, jednak zupełnie nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, nie utrzymuje go, jest tak naprawdę nieobecny, niedostępny emocjonalnie. Cóż z tego, że jest fizycznie, skoro tak naprawdę nie napełnia kubka emocjonalnego dziecka. Dziś niejednokrotnie można spotkać rodziców, którzy częściej patrzą w telefony komórkowe niż na własne dzieci. Wystarczy przejść się po okolicznych placach zabaw – dzieci się bawią, a rodzice wpatrzeni w swoje smartfony, zanurzeni w wirtualnym świecie, tracą tak wiele sposobności, by rozkoszować się widokiem swoich roześmianych pociech i delektować się czasem z nimi oraz dawać im swoją miłość poprzez spojrzenia.

Dzieci wprost uwielbiają sprawdzać, czy rodzic widzi ich zabawę, czy podoba mu się to, co wymyślą, czy zachwyca się ich kreatywnością, patrząc z aprobatą. Co pewien czas szukają wzrokiem kontaktu, zadając tym sposobem niewypowiedziane pytanie: „Czy mnie kochasz?”

Jakiś czas temu byłam w poczekalni z synem przed wizytą u lekarza. Spędziliśmy tam prawie godzinę i mogłam obserwować smutny widok. Pewna mama była obok ze swoją małą, może 4-letnią córką. Kobieta cały czas siedziała ze wzrokiem wbitym w trzymany w dłoni telefon. A ta mała dziewczynka była bardzo cicho, nie próbowała nawiązać z mamą kontaktu, przez prawie godzinę cichutko bawiła się ekspresem od torby mamy, paskiem, kieszonkami. Ona już wiedziała, że mamy tak naprawdę nie ma. Takie dziecko dorasta w przeświadczeniu, że jest nieważne, niekochane. Wzrok odgrywa ważną rolę w przekazywaniu miłości, a ta mała dziewczynka nie mogła na to liczyć.

Czy Bóg w swoim Słowie mówi coś o kontakcie wzrokowym, czy przekazuje nam swoją miłość wzrokiem, czy uczy nas jako rodziców patrzenia na dzieci? Pan Jezus będąc na Ziemi, wyrażał swoją miłość do ludzi również spojrzeniem. Na przykład Ewangelia Marka w rozdziale 10. opisuje spotkanie Jezusa z pewnym zamożnym młodzieńcem, podczas którego „Jezus spojrzał na niego z miłością” (Mar 10,21). Z kolei w Starym Testamencie możemy przeczytać: „Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych” (Ps 34,15), „Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,25-26). Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie twarz Boga, która jest nad nami rozpromieniona? Bóg uśmiecha się, patrząc na nas. Cóż za wspaniały obraz! Gdy Bóg na nas patrzy, to obdarza nas swą łaską i pokojem. Patrząc na nasze dzieci w taki radosny, rozpromieniony sposób, przekazujemy im naszą miłość, a także miłość, jaką obdarza je Bóg. To daje im poczucie bezpieczeństwa, jak również buduje w nich właściwy obraz Boga.

A jak my używamy wzroku w kontakcie z naszymi dziećmi? Czy przekazujemy im bezwarunkową miłość, akceptację, wsparcie, zachętę, czy używamy wzroku w głównej mierze jako narzędzia dyscyplinującego? A może zupełnie nie zwracaliśmy do tej pory na to uwagi. Potrzebujemy pamiętać, że kontakt wzrokowy jest potężnym środkiem oddziaływania i niezwykle istotnym narzędziem kształcenia emocjonalnego dziecka.

Zobacz również

Popularne artykuły

Jak dawać miłość dziecku, aby czuło się naprawdę kochane – cz. 3: Czułe słówka

Jest to trzeci wpis z serii 13 artykułów opracowanych na podstawie książki „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” Rossa Campbella,...

Jak dawać miłość dziecku, aby czuło się naprawdę kochane – cz. 6: „Randki” z dzieckiem

Jest to szósty wpis z serii 13 artykułów opracowanych na podstawie książki „Sztuka zrozumienia, czyli jak naprawdę kochać swoje dziecko” Rossa Campbella,...

Czym jest prawdziwa miłość?

Prawdziwa miłość jest uczuciem niezwykle złożonym – z jednej strony powszechnym, ale też nieuchwytnym, o wielu wymiarach i z tego powodu trudnym...
Skip to content