Implikacje ewolucjonizmu

Zobacz również

Pochodzenie, początek. Już samo wypowiedzenie tych słów wywołuje u ludzi głębokie emocje, ponieważ jest to sprawa, w której prawie każdy ma jakąś opinię. Od najwcześniejszych czasów ludzie interesowali się swoim pochodzeniem, a pytanie „skąd się wziąłem?” rzadko kiedy było dalekie od ich myśli lub ust. Dzisiaj dyskusje na temat pochodzenia często wywołują gorącą kontrowersję, gdy zwolennicy rywalizujących teorii zwalczają się w publicznych debatach, w czasopismach, w salach wykładowych, w sądzie i przy pomocy słowa drukowanego.

Dodatkiem do tej kontrowersji jest fakt, że gdy ludzie badają scenariusze mające wyjaśnić ich pochodzenie, to mogą odkryć (czasami ku swemu niezadowoleniu) poważne implikacje zawarte w tych scenariuszach. Implikacje te, jak się okazuje, przynoszą niemałe konsekwencje, gdyż związane są z takimi sprawami jak etyka, moralność, prawda, wartości i z mnóstwem innych pojęć istotnych dla rodzaju ludzkiego. Bez wątpienia implikacje te zasługują na zbadanie.

Jedno z wyjaśnień pochodzenia człowieka jest znane popularnie jako ewolucjonizm. Termin „ewolucja” pochodzi z łacińskiego evolvere, co znaczy „odwinąć”, „odgiąć” lub „zmienić”. Słowa „ewolucja” można zasadnie użyć, gdy mówimy o rozwoju pączka w kwiat, metamorfozie motyla lub produkcji nowych odmian organizmów (np. bydło Charolais lub psy cockapoo). Jednak nie jest to to, co zwykle ogólnie ma się na myśli, kiedy mówimy o ewolucji. W mowie codziennej słowo to posiada zupełnie odmienne znaczenie.

W 1960 roku brytyjski fizjolog G.A. Kerkut wydał niewielki tom zatytułowany „The Implications of Evolution” (Implikacje ewolucjonizmu), w którym zdefiniował nie jedną, ale dwie teorie ewolucji. Jedną z nich nazwał on szczególną teorią ewolucji (często znaną jako „mikroewolucja”). Nie ma żadnego sporu na temat tej teorii, gdyż opisuje ona jedynie niewielkie zmiany, które nie przekraczają tego, co biologowie nazywają „granicami filogenetycznymi”. Podczas gdy szczególna teoria ewolucji dopuszcza zmianę w ramach grup, to nie zezwala ona zmianę między grupami.

Jeśli człowiek jest tylko ostatnim ogniwem w długim łańcuchu zwierząt, to dlaczego mamy go widzieć jako coś innego niż zwierzę

Oprócz szczególnej teorii ewolucji Kerkut wymienił też, określił i przeanalizował to, co nazwał ogólną teorią ewolucji (często znaną jako „makroewolucja”). Tak napisał w tej sprawie: „Z drugiej strony istnieje teoria, że wszystkie ożywione formy świata wyłoniły się z jednego źródła, które samo pochodziło z formy nieorganicznej. Tę teorię można nazwać Ogólną Teorią Ewolucji (…)”1. To właśnie znamy dzisiaj jako „ewolucja organiczna” albo po prostu „ewolucja”. 

Implikacje ewolucjonizmu

Fakt, że działania prowadzą do konsekwencji, jest dobrze znany i powszechnie uznany. Ale niemniej prawdziwy jest fakt, że przekonania mają implikacje. Czołowy humanista Martin Gardner poświęcił rozdział w jednej ze swych książek na „Znaczenie systemów przekonań”, aby usiłować wyjaśnić, że to, w co ktoś wierzy, głęboko wpływa na to, jak ten ktoś działa2. W książce „Does It Matter What I Believe?” (Czy to ważne, w co wierzę?) Millard J. Erickson napisał, że istnieje wiele powodów „(…) dlaczego posiadanie poprawnych przekonań jest ważne. Całe nasze życie znajduje się pod nieuchronnym wpływem otaczającego nas rzeczywistego świata, tak więc to, w co wierzymy na jego temat, jest sprawą najwyższej wagi. (…) To, w co wierzymy na temat rzeczywistości, nie zmienia prawdy ani jej wpływu na nas. Poprawne przekonanie jednak umożliwia nam poznać prawdę taką, jaka jest, a wtedy podjąć odpowiednie działanie, by miało ono najlepszy możliwy wpływ na nasze życie. Posiadanie poprawnych przekonań jest także konieczne z powodu dużej ilości różnorodnych niepoprawnych przekonań”3.

Erickson ma rację. Posiadanie poprawnych przekonań jest ważne. Rozważmy dla przykładu położenie kogoś, kto wierzy w ewolucję. Z definicji (ponieważ ewolucja jest całkowicie naturalistycznym procesem)4, wykluczony jest Boski Stwórca. Przyjęcie tego powoduje, iż pewne sprawy pojawiają się w umyśle: Jeśli nie ma Stwórcy, jeśli wszystko ostatecznie pochodzi z naturalnych przyczyn i jeśli życie jest wszystkim, co istnieje, to dlaczego powinienem robić to czy tamto albo działać w taki, a nie inny sposób?; Jeśli człowiek jest tylko ostatnim ogniwem w długim łańcuchu zwierząt, to dlaczego mamy go widzieć jako coś innego niż zwierzę? Te i inne podobne pytania nieuchronnie wyłaniają się z wiary w ewolucję.

Ale jeśli ktoś w wolny sposób wybiera wiarę w ewolucję, to jakie wówczas są implikacje tego przekonania? I jak to przekonanie przekłada się na rzeczywistość dnia codziennego? Chociaż ewolucjoniści rzadko się do tego przyznają, jest faktem, że wiara w ewolucję tworzy społeczeństwo, w którym nie jest przyjemnie żyć. Wiele lat temu brytyjski ewolucjonista Richard Dawkins, który sam siebie opisał jako „wojującego ateistę z dużym stopniem wrogości do religii”5, wydał książkę zatytułowaną „Samolubny gen”, w której przedstawił teorię genetycznego determinizmu. Streszczając podstawową tezę książki, Dawkins powiedział: „Istniejecie, by rozpowszechniać wasze samolubne geny. Nie ma wyższego celu w życiu”6. Sam Dawkins wyjaśniał: „Nie jestem rzecznikiem moralności opartej na zasadach ewolucji. Opisuję mechanizmy działania ewolucji, ale nie udzielam wskazówek moralnych co do postępowania nas, ludzi. (…) Osobiście uważam, że bardzo nieprzyjemnie byłoby żyć w ludzkiej społeczności zorganizowanej jedynie według genowego prawa uniwersalnego: bezwzględnego egoizmu. Ale niestety, bez względu na to, jak bardzo byśmy nad czymś ubolewali, owo coś nie przestanie być faktem”7.

Dawkins ma rację, gdy ocenia, że społeczeństwo oparte na prawdziwości ewolucji byłoby „bardzo nieprzyjemnym” miejscem do życia. Ale dlaczego? Odpowiedź związana jest z implikacjami wiary w ewolucję. 

Ewolucjonizm a etyka

Etykę ogólnie uważa się za system lub kod, na mocy którego postawy i czyny określa się jako dobre lub złe. Ale jeśli ewolucjonizm jest słuszny i Bóg nie istnieje, to człowiek istnieje w środowisku, gdzie „wszystko ujdzie”. Rosyjski powieściopisarz Fiodor Dostojewski w „Braciach Karamazow” (1880) kazał jednemu z bohaterów powiedzieć, że jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno. Francuski egzystencjalistyczny filozof Jean Paul Sartre napisał: „Wszystko faktycznie jest dozwolone, jeśli Bóg nie istnieje, a człowiek w konsekwencji jest opuszczony, bowiem nie może on znaleźć niczego, na czym by się mógł oprzeć czy wewnątrz siebie, czy poza sobą. (…) Z drugiej strony jeśli Bóg nie istnieje, to nie posiadamy żadnych wartości czy przykazań, które mogłyby uzasadnić nasze zachowanie”8.

Sama materia nie jest w stanie wyewoluować jakiegokolwiek zmysłu moralnej świadomości. Jeśli nie ma żadnego celu we Wszechświecie, (…) wówczas nie ma żadnego celu dla moralności czy etyki

Sartre twierdził, że jakikolwiek się czyn wybierze, jest on dobry; wartość jest związana z samym wyborem, tak że „nigdy nie możemy wybrać zła”9. Autorzy ci mają rację w jednej sprawie. Jeśli ewolucjonizm jest prawdziwy i nie ma Boga, gramy w grę pod tytułem „wszystko wolno”. Nie można więc sformułować systemu etyki, na mocy którego obiektywnie rozróżnimy „dobro” od „zła”. Agnostyczny filozof Bertrand Russell zauważył: „Uważamy, że człowiek, który rozpowszechnia szczęście za cenę własnej nędzy, jest lepszym człowiekiem niż ten, który przynosi innym nieszczęście, a szczęście tylko sobie. Nie znam żadnej racjonalnej podstawy dla tego poglądu czy może dla nieco bardziej racjonalnego poglądu, że pragnienia większości (zwane utylitarnym hedonizmem) są ważniejsze niż pragnienia mniejszości. Są to prawdziwie etyczne problemy, ale nie znam sposobu, w jaki można je rozwiązać, za wyjątkiem polityki lub wojny. Na ten temat mogę jedynie powiedzieć, że opinii etycznej można tylko bronić, opierając się na etycznym aksjomacie, ale jeśli tego aksjomatu się nie przyjmuje, to nie ma sposobu osiągnięcia racjonalnego wniosku10.

Jeśli nie ma sposobu osiągnięcia racjonalnego wniosku w sprawie, co jest etyczne, to człowiek dryfuje po chaotycznym morzu rozpaczy, gdzie „siła czyni prawo”, gdzie „mocny podporządkowuje sobie słabego” i gdzie każdy robi to, co jest słuszne w jego oczach. Nie jest to system etyczny, ale społeczeństwo anarchistyczne.

Ewolucjonizm a moralność

Moralność jest cechą bycia w zgodzie z zasadami lub standardami prawidłowego postępowania. Interesujące, że ewolucjonista George Gaylord Simpson argumentował, iż „człowiek jest wynikiem bezcelowego i materialnego procesu, który nie miał go na myśli”, ale przyznawał, że „dobro i zło, to, co słuszne i to, co niesłuszne, pojęcia nieistotne w przyrodzie za wyjątkiem ludzkiego punktu widzenia, stają się realnymi i wywierającymi wpływ cechami całego Kosmosu widzianego moralnie, gdyż sprawy moralne powstają tylko w człowieku11. Simpson zmuszony był wnioskować: „Odkrycie, że Wszechświat poza człowiekiem albo przed jego pojawieniem się nie posiada i nie posiadał żadnego celu lub planu, ma tę nieuchronną konsekwencję, że funkcjonowanie Wszechświata nie jest w stanie dostarczyć jakichkolwiek automatycznych, uniwersalnych, wiecznych lub absolutnych kryteriów etycznych na temat tego, co jest dobre, a co złe”12.

Jeśli takie pojęcia jak „dobro i zło, to, co słuszne i to, co niesłuszne” są „realnymi i wywierającymi wpływ cechami”, to jak można określić ich treść? Ponieważ człowiek z perspektywy ewolucjonizmu jest kimś niewiele większym od ostatniego zwierzęcia wśród wielu zwierząt utworzonych w długim i zygzakowatym procesie ewolucji, staje się to wątpliwe. W książce „Origins” Richard Leakey napisał: „Istnieje obecnie pilna potrzeba głębszego uświadomienia sobie, że bez względu na to, jak szczególnymi jesteśmy zwierzętami, to nadal jesteśmy częścią większej równowagi w przyrodzie…”13 Karol Darwin deklarował: „Nie ma fundamentalnej różnicy między człowiekiem i wyższymi ssakami co do ich umysłowych zdolności”14. Lwa nie prześladują wyrzuty sumienia po zabiciu dziecka gazeli na obiedni posiłek. Pies nie ma wyrzutów sumienia, gdy kradnie kość drugiemu psu. Ponieważ żadne inne zwierzę w całej ewolucyjnej historii nie było zdolne sformułować i żyć wedle standardów moralnych, to czy powinniśmy ufać, że lepiej będzie z „nagą małpą” (żeby użyć barwnego wyrażenia zoologa Desmonda Morrisa)? Sam Darwin się uskarżał: „Czy umysłowi człowieka, który — w co w pełni wierzę — rozwinął się z umysłu tak niskiego jak te, w których posiadaniu są najniższe zwierzęta, można zaufać, gdy wyprowadza tak wielkie konkluzje?”15

Sama materia nie jest w stanie wyewoluować jakiegokolwiek zmysłu moralnej świadomości. Jeśli nie ma żadnego celu we Wszechświecie, co Simpson i inni stwierdzają, wówczas nie ma żadnego celu dla moralności czy etyki. Ale pojęcie bezcelowej moralności czy bezcelowej etyki jest irracjonalne. Dlatego niewiara musi utrzymywać i rzeczywiście utrzymuje, że nie ma ostatecznego standardu dla prawdy moralnej i etycznej oraz że moralność i etyka w najlepszym wypadku mają względny i sytuacyjny charakter. Jeśli tak jest, to kto mógłby sugerować poprawnie, że czyjeś postępowanie było „błędne” albo że człowiek „powinien” lub „nie powinien” postępować tak albo inaczej? Prostym i oczywistym faktem jest, że niewiara nie jest w stanie wyjaśnić pochodzenia moralności i etyki.

Ewolucjonizm a hedonizm

Hedonizm to filozofia, która argumentuje, że celem postępowania „moralnego” jest osiąganie największej możliwej przyjemności przy jak największym unikaniu bólu. W artykule zatytułowanym „Confessions of a Professed Atheist” (Wyznania zdeklarowanego ateisty) Aldous Huxley napisał elokwentnie, dlaczego on i inni z jego pokolenia świadomie zdecydowali się odrzucić zarówno konwencje, jak i ustalone moralno-etyczne zasady, by robić to, co chcą: „Miałem powody, by nie chcieć, żeby świat miał sens; w konsekwencji założyłem, że nie ma żadnego sensu i nie miałem żadnej trudności w znalezieniu zadowalających racji dla tego założenia. (…) Filozof, który nie znajduje w świecie żadnego sensu, nie ma wyłącznie do czynienia z problemem czystej metafizyki; musi on także wykazać, że nie ma dobrego powodu, dla którego on sam nie powinien postępować tak, jak chce postępować. (…) Dla mnie, jak i bez wątpienia dla większości moich współczesnych, filozofia bezsensu była istotnym narzędziem uwolnienia. Uwolnienie, jakiego pragnęliśmy, było jednocześnie uwolnieniem od pewnego systemu politycznego i ekonomicznego oraz uwolnieniem od pewnego systemu moralności. Sprzeciwialiśmy się moralności, ponieważ kolidowała ona z wolnością seksualną16.

Takie twierdzenia nie pozostawiają zbyt wiele dla wyobraźni. Celem Huxleya była gotowość na seksualną przyjemność. Humaniści dnia dzisiejszego dążą do tego samego. Oto jak „Manifest Humanistyczny” z 1973 roku wyrażał jedno z dążeń humanizmu: „(…) uważamy, że postawy nietolerancyjne, często kultywowane przez ortodoksyjne religie i kultury purytańskie, nadmiernie tłumią postępowanie seksualne. Należy uznać prawo do kontroli urodzeń, aborcji i rozwodu. Chociaż nie aprobujemy form wyrażania seksualności polegających na wyzysku i poniżaniu, to nie chcemy także zakazywać prawnie czy sankcjami społecznymi zachowania seksualnego między zgadzającymi się na to dorosłymi. Odmiany poszukiwań seksualnych nie powinny być uważane za ‘złe’ same w sobie. Nie popierając bezmyślnej permisywności czy rozpasanego promiskuityzmu, cywilizowane społeczeństwo powinno być tolerancyjne. Nie przeszkadzając innym i nie zmuszając ich do tego samego, jednostkom należy umożliwić wyrażanie ich seksualnych skłonności i prowadzenia stylu życia, jak im się podoba”17.

Jakie są konsekwencje tego rodzaju myślenia? Choroby przenoszone drogą płciową przybierają rozmiary epidemii. Powszechne są przypadki ciąży u nastolatek. Dzieci rodzą się już zakażone śmiertelnymi chorobami takimi jak AIDS, ponieważ ich matki zaraziły się tymi chorobami w czasie ciąży i przekazały je swojemu nienarodzonemu potomstwu. W wielu miejscach rozwody są tak powszechne, że dorównują lub nawet przewyższają liczebnie małżeństwa. Więzienia są przepełnione gwałcicielami, złodziejami i tymi, którzy molestowali dzieci. Co jeszcze musi się wydarzyć, jakie nieszczęście musi nas spotkać, zanim stanie się oczywiste, że wysiłki życia bez Boga są próżne?

Ewolucjonizm a wartość ludzkiego życia

Wychowałem się w rodzinie, w której ojciec był weterynarzem i przez wiele lat profesorem w Koledżu Medycyny Weterynaryjnej Texas A&M University. Widziałem na własne oczy los zwierząt cierpiących na niemożliwe do usunięcia obrażenia ciała, zaatakowanych przez nieuleczalne choroby czy zbyt stare i zniedołężniałe, by kontrolować funkcjonowanie ciała. Musiałem bezradnie stać i obserwować mojego ojca lub moich kolegów kończących wystrzałem z broni palnej życie konia z powodu złamanej nogi, której nie można było wyleczyć. Musiałem napełniać strzykawkę preparatem kończącym życie, wstrzykiwanym następnie w żyły czyjegoś ulubionego psa, by go „uśpić”, ponieważ połączenie starczego wieku i chorób dokonało takich strat, że nawet najzręczniejszy praktyk sztuki leczniczej nie mógł ich usunąć. Nie jest to ani przyjemne zadanie, ani miły widok. Ale gdy ulubiony pies czy zwycięzca zawodów hippicznych mogą cieszyć się szacunkiem w sercu dziecka, to jasne jest, że pies nie jest niczyim ojcem czy matką, a koń nie jest niczyim bratem czy siostrą. Są to zwierzęta i dlatego dobija się konie.

Jednak w ewolucyjnym schemacie rzeczy człowiek ma ten sam status. Może mieć większą wiedzę, może być mądrzejszy i bardziej obrotny niż zwierzęta. Ale to nadal zwierzę. A wówczas pojawia się pytanie: dlaczego człowieka należy traktować inaczej, kiedy jego życie już jest nic nie warte? Trzeba powiedzieć prawdę. Nie ma żadnego powodu, by go tak traktować. Od kołyski do grobu życie — z ewolucyjnej perspektywy — jest całkowicie zbyteczne. I tak powinno być, przynajmniej jeśli poważnie będziemy traktowali Karola Darwina. W książce „O pochodzeniu człowieka” napisał on: „Wśród dzikich jednostki słabe fizycznie lub umysłowo zostają szybko wyeliminowane, osobniki zaś, które przetrwały, wykazują doskonały stan zdrowia. Natomiast my, ludzie cywilizowani, staramy się wszelkimi siłami zahamować ten proces eliminacji, budując zakłady dla niedorozwiniętych umysłowo, dla kalek i chorych. Wydajemy osobne prawa dla ubogich, a nasi lekarze wysilają całą swą umiejętność, aby zachować życie każdemu z nas możliwie najdłużej. Mamy wszelkie podstawy do przypuszczenia, że szczepienie przeciwko ospie uratowało tysiące ludzi, którzy ze względu na słabą konstytucję byliby umarli na tę chorobę. Dzięki temu słabi członkowie cywilizowanych społeczeństw mają możność pozostawiania po sobie potomstwa. Każdy, kto interesował się hodowlą zwierząt domowych, dojdzie do przekonania, że zjawisko to jest wysoce szkodliwe dla rodzaju ludzkiego. Jest wręcz zdumiewające, jak szybko brak należytej opieki lub niewłaściwa opieka prowadzą do degeneracji domowych ras zwierząt. Toteż — z wyjątkiem wypadku dotyczącego samego człowieka — trudno przypuszczać, aby znalazł się ktoś na tyle nierozsądny, aby pozwolił na rozmnażanie się najmniej wartościowych swoich zwierząt”18.

W czasach Darwina (a nawet na początku XX wieku) niektórzy stosowali to ujęcie do rasy ludzkiej poprzez tzw. eugenikę.

22 stycznia 1973 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stosunkiem głosów 7 do 2 zdecydował, że ludzki płód rozwijający się w łonie matki nie jest już „człowiekiem”. Jest to raczej „rzecz”, którą można wyciąć, pociąć i wyrzucić do najbliższego pojemnika ze śmieciami. A usprawiedliwienia tego rodzaju stanowiska ewolucjonistycznego są tak obszerne, że trudno je opisać. Jako przykład rozważmy pogląd nieżyjącego już ewolucjonisty Carla Sagana oraz jego żony Ann Druyan. W artykule „Kwestia aborcji”, jaki napisali dla magazynu Parade, ci humaniści opowiadali się za etyczną dopuszczalnością aborcji człowieka na tych podstawach, że płód rozwijający się w ciele kobiety przez kilka miesięcy po zapłodnieniu nie jest jeszcze istotą ludzką. Wniosek ich brzmiał więc tak: zabicie tego małego organizmu nie jest morderstwem.

Ponieważ przyroda „selekcjonuje i usuwa” słabsze zwierzęta i ponieważ człowiek jest zwierzęciem, dlaczego człowiek miałby oczekiwać odmiennego traktowania?

W jaki sposób doszli do tego stwierdzenia? Sagan i Druyan dowodzili swej tezy, używając koncepcji znanej jako „embrionalna rekapitulacja”, która sugeruje, że w miarę rozwoju ludzkiego embrionu powtarza on historię ewolucyjną, przechodząc przez takie etapy jak etap ameby, ryby, płaza, gada itd. Tak więc oglądanie wzrostu ludzkiego embrionu jest jak gdyby oglądaniem „niemego filmu” o ewolucji. Twierdzili oni, że embrion najpierw jest „pewnego rodzaju pasożytem”, który w końcu wygląda jak podzielony na pierścienie robak. Dalsze zmiany — pisali — ujawniają „łuki skrzelowe” podobne do tych, jakie występują „u ryby lub płaza”. Potem rzekomo wyłaniają się cechy „gadzie”, a w końcu powstają cechy „ssacze (…) podobne do świńskich”. Pod koniec drugiego miesiąca według obu autorów organizm przypomina „naczelne, ale nadal nie jest do końca człowiekiem”19.

Koncepcja embrionalnej rekapitulacji po raz pierwszy przedstawiona w połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku przez niemieckiego uczonego Ernsta Haeckla już dawno została zdyskredytowana jako nie posiadająca poparcia w faktach naukowych20. Ale Sagan i Druyan byli tak zdesperowani, by znaleźć coś, cokolwiek, w nauce, co usprawiedliwiłoby ich przekonanie, że aborcja nie jest morderstwem, że wskrzesili przestarzałą koncepcję, odkurzyli ją i usiłowali nadać jej jakąś wiarygodność jako odpowiedni powód, dlaczego aborcja nie jest morderstwem. Pokazuje to, do czego ewolucjoniści są zdolni, próbując wcielić w życie swoją teorię i jakie niezwyczajne praktyki ta teoria generuje, gdy się z niej wyprowadza logiczny wniosek.

Według Darwina „słabsi” członkowie społeczeństwa są nieprzystosowani i na mocy praw przyrody zwykle nie przeżywają. Kto jest słabszy niż niewielkie dziecko rozwijające się w łonie matki? Dziecko to nie może się samo obronić, nie może się samo odżywić, nie może nawet przemówić w swojej sprawie. Jest ono całkowicie zależne od matki. Ponieważ przyroda „selekcjonuje i usuwa” słabsze zwierzęta i ponieważ człowiek jest zwierzęciem, dlaczego człowiek miałby oczekiwać odmiennego traktowania?

Gdy bezradni, słabi i młodzi stają się zbędni, kto będzie następny? Czy nie będzie to bezradny, słaby i stary? Czy nie będą to ci, których ułomności powodują, że są „nieprzystosowani”, by przeżyć w społeczeństwie ceniącym pięknych i silnych? Czy nie będą to kulawi, ślepi, kalecy? Czy nie będą to ci, których IQ (iloraz inteligencji) spada poniżej pewnego poziomu albo których skóra ma odmienną barwę? Niektórzy już wzywają, by takie procesy „czyszczenia” uczynić legalnymi, używając takich eufemizmów jak „eutanazja” czyli „zabijanie z miłością”. Ostatecznie, czyż nie dobija się koni?

Wniosek

Chrystus w Kazaniu na Górze ostrzegł, że „ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,14). Większość ostatecznie odrzuci łaskę i miłosierdzie Boga na rzecz swojej własnej „mądrości”. W Liście do Rzymian 12,2 Paweł napominał chrześcijan: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata”. Przykazanie to miało oparcie tak w naukach Chrystusa, jak i Mojżesza. W Księdze Wyjścia 23,2 Mojżesz przykazał ludowi Izraela: „Nie łącz się z wielkim tłumem, aby wyrządzić zło”. Mówiąc o tym boskim nakazie, Guy N. Woods zauważył, że „został on sformułowany, by bronić ludu Pana przed niszczącym wpływem złego otoczenia, jak też przed mocnym oddziaływaniem psychologii tłumu, któremu tak wielu w każdym pokoleniu ulega (…). Człowiek z natury jest bytem społecznym i stadnym, dążącym do gromadzenia się z innymi osobnikami swego rodzaju. (…) Skłonność człowieka, by pragnąć towarzystwa i łączności z innymi osobnikami swojego rodzaju, ma wiele zalet. Umożliwia ona człowiekowi cieszyć się z zalet innych osób i korzystać legalnie i właściwie z owoców pracy innych, jak też i swoich własnych. Ale istnieją też śmiertelne niebezpieczeństwa związane z tym przywilejem. Człowiek równie łatwo może wchłonąć — i często to robi — złe cechy od otaczających go ludzi, a często jeszcze szybciej niż dobre cechy”12.

Prawdą jest, że istnieje wielu, którzy odrzucają biblijne ujęcie stworzenia i przyjmują ateistyczny system ewolucji organicznej. Ale, jak zauważył Woods: „Niebezpieczne jest iść za wielkim tłumem, ponieważ większość w tym świecie prawie zawsze stoi po złej stronie22. „Mądrość”, pod wrażeniem której czasami się znajdujemy, niekoniecznie jest tą mądrością, pod wrażeniem której powinniśmy się znajdować. Nie powinniśmy się poddawać psychologii tłumu — idei, że skoro „każdy to robi”, więc to coś jest słuszne. Bohaterka kreskówek, Lucy, miała rację, gdy powiedziała do Charliego Browna: „Ty nie masz racji, twoje słowa tylko brzmią jak racja!”

Jest rzeczą oczywistą, że jesteśmy odpowiedzialni za to, w co wierzymy. Korzystając z wolności woli, w jaką Bóg nas wyposażył, możemy w nieprzymuszony sposób wierzyć w Niego lub też możemy w równie nieprzymuszony sposób odrzucić Go. Wybór zależy od każdego z nas. Gdy niewierzący zamknie swój umysł nieodwołalnie, Bóg nie będzie go powstrzymywał, co Paweł jasno wyłożył w Drugim Liście do Tesaloniczan. W Liście tym mówił o tych, którzy „nie przyjęli miłości prawdy” (2,10) i wówczas orzekł: „Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich błędu, tak iż uwierzą kłamstwu” (2 Tes 2,11). I rzeczywiście działania mają swoje konsekwencje. A przekonania mają implikacje.

Przypisy

  1. George A. Kerkut, The Implications of Evolution, Pergamon, London 1960, s. 157.
  2. Martin Gardner, The New Age: Notes of a Fringe Watcher, Prometheus, Buffalo, New York 1988, s. 57-64.
  3. Millard J. Erickson, Does It Matter What I Believe?, Baker, Grand Rapids. MI 1992, s. 12-13.
  4. Patrz George Gaylord Simpson, The World Into Which Darwin Led Us, Science1960, vol. 131, s. 966-969.
  5. Patrz Thomas Bass, Interview with Richard Dawkins, OmniJanuary 1990, vol. 12, No. 4, s. 86 [57-60, 84-89].
  6. Bass, Interview with Richard Dawkins…, s. 60.
  7. Richard Dawkins, Samolubny gen, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996, s. 19-20; podkr. dodane.
  8. Jean Paul Sartre, Existentialism and Humanism, w: Leonard M. Marsak (ed.), French Philosophers from Descartes to Sartre, Meridian, New York 1961, s. 485.
  9. Jean Paul Sartre, Existentialism, przedruk. w: William V. Spanos, A Casebook on Existentialism, Thomas Y. Crowell, New York 1966, s. 279.
  10. Bertrand Russell, Autobiography, Simon & Schuster, New York 1969, vol. 3, s. 29; podkr. dodane.
  11. George Gaylord Simpson, The Meaning of Evolution, Mentor Books, New York 1951, s. 179; podkr. dodane.
  12. Tamże, s. 180.
  13. Richard Leakey, Origins, E.P. Dutton, New York 1977, s. 256; podkr. dodane.
  14. Cytowane w: Francis Darwin, Life and Letters of Charles Darwin, D. Appleton, London 1889, vol. 1, s. 64.
  15. Cyt. za: Francis Darwin (ed.), Life and Letters…, vol. 1, s. 282.
  16. Aldous Huxley, Confessions of a Professed Atheist, Report: Perspective on the New, June 1966, No. 3, s. 19; podkr. dodane.
  17. Humanist Manifestos I & II, Prometheus, Buffalo, NY 1973, s. 18-19; podkr. w oryginale.
  18. Karol Darwin, Dzieła wybrane, tom IV: O pochodzeniu człowieka, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1959, s. 130.
  19. Carl Sagan and Ann Druyan, The Question of Abortion, Parade22 April 1990, s. 6.
  20. Patrz George Gaylord Simpson, C.S. Pittendrigh, and L.H. Tiffany, Life: An Introduction to Biology, Harcourt, Brace, New York 1957, s. 352.
  21. Guy N. Woods, And be not Conformed to this World, Gospel AdvocateJanuary 7, 1982, vol. 124, No. 1, s. 2.
  22. Woods, And be not…, s. 2; podkr. dodano.

Przyp. tłumacza: Dr Bert Thompson jest dyrektorem Apologetics Press, która wydaje miesięcznik Reason & Revelation oraz książki z zakresu apologetyki chrześcijańskiej. Bardzo wiele miejsca w swoich publikacjach poświęca kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, opowiadając się za kreacjonizmem młodej Ziemi. Ponieważ posiada stopień doktora mikrobiologii uzyskany w Texas A&M University i przez jakiś czas wykładał w Koledżu Medycyny Weterynaryjnej tego uniwersytetu, potrafi kompetentnie wypowiadać się także na tematy naukowe. Kierowana przezeń organizacja ma też swoją stronę w Internecie: http://www.ApologeticsPress.org. Chcę tą drogą podziękować drowi Thompsonowi za podarowanie mi kilku swoich książek oraz wielu roczników czasopisma Reason & Revelation.



Źródło: Na Początku… październik 2001, nr 10 (147), s. 292-306. (Bert Thompson, Ph.D., The Implications of Evolution, Reason & Revelation October 1997, vol. 17, No. 10, s. 73-78. Za zgodą Autora z jęz. ang. tłumaczył Kazimierz Jodkowski)

Zobacz również

Popularne artykuły

Alpejskie ofiolity: pozostałości zaginionego oceanu

W 1813 roku francuski geolog Alexandre Brongniart opublikował artykuł na temat mineralogicznej klasyfikacji skał1, w którym wprowadził nową nazwę „ofiolit” dla zestawu ciemnych skał bogatych...

Czy istnieją biologiczne dowody niedawnego stworzenia życia?

Podczas jednej z moich częstych wizyt w biurze dyrektora liceum, jego indywidualna opieka dostarczyła mi lekcję życia, o której nigdy nie zapomniałem. Jego słowa...

Czy istnieje projekt w przyrodzie?

Argument pomysłowości William Paley w 1802 roku opublikował książkę zatytułowaną „Natural theology or evidences of the existence and attributes of the...