Niezgodność charakterów jest najczęściej podawaną przyczyną rozwodu. Aż 46% przypadków rozwiązania małżeństwa w Polsce zostaje orzeczona z tego powodu1. To zatrważająco dużo, biorąc pod uwagę ilość zawieranych rokrocznie małżeństw (liczba ta waha się pomiędzy 136-192 tyś., jednak systematycznie każdego roku spada2).
Brzmi jak poważny, nieprzekraczalny problem. Aczkolwiek, gdyby przyjrzeć się temu nieco bliżej, okazuje się, że w wielu przypadkach to nie tyle rzeczywisty konflikt osobowości, ile brak gotowości do pracy nad związkiem.
Bo prawda jest taka: charaktery rzadko się „zgadzają” od początku. Wynika to z szeregu rozmaitych czynników: płci, budowy mózgu, wychowania, doświadczeń życiowych, poziomu wykształcenia, statusu społecznego, kultury, światopoglądu i innych. Jednak dojrzałe pary3 wiedzą, że związek to nie dopasowanie jak w puzzlach, tylko proces budowania mostów między różnicami.
Powiem nawet więcej, w moim zrozumieniu nie istnieje coś takiego, jak idealne dopasowanie. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie jest tak, że z pewnymi osobami będziemy w stanie lepiej się dogadać, niż z innymi – to osobna rzecz. Natomiast w tzw. dopasowaniu nie chodzi o to, by znaleźć perfekcyjnie dostrojoną do siebie połówkę (bo takowej nie ma – to mit!), tylko o to, by wspólnie tworzyć związek, który stopniowo będzie osiągał coraz większy stopień synchronizacji przy jednoczesnym zachowaniu indywidualności i unikalności każdego z partnerów.
Mit drugiej połówki
„Mit drugiej połowy” to popularne przekonanie, że każdy człowiek ma tylko jedną, idealną „drugą połówkę”, z którą jest przeznaczony do bycia w związku. Znalezienie takiej osoby i związanie się z nią ma zagwarantować długie, szczęśliwe i spełnione wspólne życie. Obraz ten zaszczepiany jest w ludzkich umysłach poprzez różnego rodzaju filmy romantyczne i harlequiny, które w niewielkim stopniu (o ile w ogóle) przekazują informację o tym czym jest i jak się przejawia prawdziwa miłość. Pasja, namiętność czy duża ilość seksu nie świadczy o autentyczności miłości, a raczej o burzy hormonalnej i zauroczeniu. A gdy to minie, to co potem? Wielu wtenczas myśli: „No, skoro mi minęło, to znaczy, że to nie była prawdziwa miłość i trzeba rozejrzeć się za nowym obiektem uczuć i uniesień”. I cykl zaczyna się wciąż i wciąż od nowa. Fakt – to nie prawdziwa miłość. Bowiem ta prawdziwa potrafi dbać o jakość związku, „gdy motylki już odlecą”.
Poza tym „druga połowa” sugeruje, że bez tej osoby w swoim życiu byłeś/jesteś wybrakowanym człowiekiem i potrzebujesz kogoś kto by cię dopełniał, a przecież to nieprawda! Jeżeli uzależniasz swoją wartość od tego, czy z kimś jesteś, czy nie, i potrzebujesz czyjejś obecności, by czuć, że coś znaczysz i że twoje życie ma sens, to nie jesteś gotowy na poważny związek. Tego typu układ, wcześniej czy później, stanie się toksyczny i zaczniesz się w nim dusić. Tylko wtedy, gdy potrafisz żyć w pojedynkę i czujesz się z tym dobrze, akceptujesz i lubisz siebie, i masz rozwiniętą samoświadomość oraz określone priorytety i cele w życiu, wtenczas możesz zaprosić inną osobę do swojego świata, ale jako towarzysza, a nie „dopełnienie” czy „uzupełnienie”. Wówczas związek jest wyborem, a nie koniecznością.
Zakochani w wyobrażeniach, nie w człowieku
Wielu ludzi wchodzi w związek nie dlatego, że poznali i pokochali drugą osobę taką, jaka jest, lecz dlatego, że zakochali się w jej:
- potencjale,
- inteligencji,
- pozycji,
- wyobrażeniu,
- projekcji własnych oczekiwań,
- narracji o „idealnej relacji”.
A potem, kiedy druga osoba zaczyna odbiegać od tej wizji, pojawia się rozczarowanie. Zamiast konfrontować się z rzeczywistością i rozmawiać, łatwiej wtedy powiedzieć: „Nie pasujemy do siebie”. I cyk, zmieniają na „lepszy model” (w ich mniemaniu, rzecz jasna). To wygodne, lecz tchórzliwe i niedojrzałe zachowanie. Niestety, wielu ludzi wybiera drogę na skróty, zamiast pracę nad obecną relacją. Bo dziś wszystko musi być na szybko, na „już”, albo najlepiej na „przedwczoraj”. Aha! No i oczywiście bez wysiłku i wkładu własnego. Ale tak się zwyczajnie nie da!
Co więcej, rzadko kiedy bierze się pod uwagę, iż nowy partner również posiada przywary i nawyki, które z czasem zaczną irytować. Z tego względu takie nieustanne skakanie „z kwiatka na kwiatek” nie ma sensu i jest bardzo nieodpowiedzialne, ponieważ nie można się z kimś związać, a potem zwyczajnie go rzucić, jak zużytą zabawkę; nie można igrać z czyimiś uczuciami (i swoimi przy okazji). To rani i naznacza na całe życie i – jeśli nie zostanie przepracowane – może wywierać zgubny wpływ na przyszłe relacje oraz samoocenę.
Konsumpcjonizm relacyjny
Wielu ludzi wchodzi w związek z przekonaniem, że ma im on coś zapewnić:
- bezpieczeństwo,
- miłość,
- seks,
- opiekę,
- prestiż społeczny,
- ucieczkę od samotności.
Związek zaczyna wtedy przypominać transakcję: „Daj mi to, czego potrzebuję, a wtedy może coś z siebie dam” (relacja pasożytnicza). A jeśli nie dasz, to „sajonara”. Problem w tym, że szczere relacje nie działają jak umowy handlowe. One opierają się na wzajemności, a nie warunkowości.

„Nie pasujemy do siebie” = „Nie umiem z Tobą rozmawiać”
Większość tzw. niezgodności sprowadza się do braku umiejętności aktywnego słuchania, nieporadnego wyrażania potrzeb, unikania konfliktów lub nadmiernego ich eskalowania oraz prób zmieniania drugiej osoby, zamiast akceptacji lub negocjacji.
Tak naprawdę, masa par rozstaje się nie dlatego, że partnerzy tak bardzo się od siebie różnią, ale dlatego, że nigdy nie nauczyli się prowadzić trudnych rozmów z otwartością, empatią i wyrozumiałością.
Dlaczego praca nad związkiem jest trudna (i często odkładana)?
Praca nad związkiem to wcale nie jest prosta sprawa. Dlatego ludzie odkładają ją na później, aż problem narasta do niebotycznych rozmiarów, albo po prostu wchodzą w nową relację (nad którą przecież też będą musieli za jakiś czas pracować).
Czemu praca nad związkiem jest taka trudna? Jest tak ponieważ:
- wymaga wyjścia ze strefy komfortu,
- konfrontuje nas z własnymi brakami i ranami,
- łatwiej jest obwiniać kogoś niż przyznać: „Nie umiem być w relacji”,
- do „tanga” trzeba dwojga – a nie każdy partner jest gotowy na podjęcie wysiłku, by pracować nad relacją.
Ale czy to oznacza, że trzeba odejść?
Nie. To oznacza, że zamiast szukać „lepszego dopasowania”, warto zbudować dojrzałą więź tam, gdzie jest potencjał, ale i trudność (a przeciwności, takie czy inne, zawsze będą występować – to całkowicie normalne).
Prawdziwa miłość to nie ta, która nie ma problemów. To ta, która uczy się je rozwiązywać. A właściwie przezwyciężone trudności, mogą niesamowicie wzmocnić związek i wprowadzić go na „wyższy poziom wtajemniczenia”, o ile partnerzy skutecznie uporają się z problemami i wyciągną wnioski z kryzysu.
Co zamiast „niezgodności charakterów”?
Zanim powiesz: „Nie pasujemy do siebie”, zapytaj siebie:
- Czy naprawdę znam mojego partnera, czy tylko wyobrażenie o nim?
- Czy komunikuję swoje potrzeby jasno i słucham jego/jej potrzeb bez obrony?
- Czy oczekuję, czy raczej tworzę? Czy tylko biorę, czy prędzej coś wnoszę?
- Czy nasze różnice to zagrożenie, czy może szansa na rozwinięcie naszego związku i uczenie się od siebie?
- Czy próbowałem/-am już wszystkiego, czy tylko się wycofałem/-am?
Podsumowanie
„Niezgodność charakterów” często jest zasłoną dymną, za którą kryją się zawiedzione oczekiwania, nieumiejętność komunikacji, brak dojrzałości emocjonalnej lub zwykła frustracja.
Związek nie rozpada się dlatego, że jesteśmy inni, ale dlatego, że przestajemy próbować budować mosty ponad tym, co inne.
Dopasowanie to mit. „Nie jesteście jedną osobą, dwiema połówkami – i więcej w tym dobrego niż złego. Kiedy w to uwierzysz, przestaniesz budować fałszywe przekonania na temat tego, jaki jest lub powinien być twój partner. I unikniesz całej masy niepotrzebnych rozczarowań”4.
Przy okazji polecamy zapoznać się z artykułami:
- Jak znaleźć sens i kierunek w życiu
- Jak przetrwać kryzys w związku?
- „I na tej Skale zbuduję Kościół mój” (Mt 16,18)
Przypisy
1. Zob. J. Jaracz-Wilk, Niezgodność charakterów jako przyczyna rozwodu, https://www.rozwodadwokatrzeszow.pl/niezgodnosc-charakterow-jako-przyczyna-rozwodu/ [dostęp: 25.07.2025].
2. „W 2024 roku zawarto w Polsce ok. 136 tys. związków małżeńskich, czyli o ok. 10 tys. mniej niż rok wcześniej wskazują wstępne szacunki GUS. W 2024 roku podobnie jak w 2023 roku, rozwiodło się ok. 57 tys. par małżeńskich” – O. Sobolewski, W Polsce zawieranych jest coraz mniej małżeństw. I rośnie wiek nowożeńców, https://www.money.pl/gospodarka/oskar-sobolewski/w-polsce-zawieranych-jest-coraz-mniej-malzenstw-i-rosnie-wiek-nowozencow-7127713447693088a.html [dostęp: 24.07.2025].
3. Mam tutaj na myśli dojrzałość mentalną i emocjonalną, a nie wiek.
4. H. Szczygieł, Jak dwie połówki jabłka? Obalamy największy związkowy mit, https://kobieta.onet.pl/zwiazek/jak-dwie-polowki-jablka-obalamy-najwiekszy-zwiazkowy-mit/hdlh6v1 [dostęp: 24.07.2025].
© Źródło zdjęcia głównego: Canva.
