Dnia 23 marca 2026 r. odbyła się bezpłatna konferencja online nt. „Dobrostan Polaków 2026: Związek między pomaganiem innym a szczęściem osobistym”. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Polski Instytut Badawczo-Edukacyjny Ewolucja Myślenia (zwany dalej PIBE Ewolucja Myślenia). Konferencja w całości poświęcona była prezentacji i omówieniu wyników raportu „Pomaganie innym a szczęście Polaków – badanie ogólnopolskie 2026”. Poniżej przedstawiamy streszczenie wystąpień.
Wystąpienie prof. Piotra Michonia
W pierwszej części konferencji głos zabrał dr hab. Piotr Michoń, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, autor bloga Ekonomia Szczęścia.
Metodologia i krajobraz pomagania w Polsce
Wystąpienie opierało się na bardzo świeżych danych zebranych w pierwszej połowie stycznia 2026 roku na reprezentatywnej grupie 1000 dorosłych Polaków, odzwierciedlającej strukturę demograficzną kraju.
Z badań wyłania się obraz społeczeństwa, które jest mocno spolaryzowane pod kątem form zaangażowania prospołecznego. Okazuje się, że najpopularniejszym sposobem wsparcia jest pomoc czysto finansowa – ponad 54% Polaków w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przekazało środki pieniężne osobom potrzebującym lub organizacjom. Warto wyraźnie zaznaczyć, że do tej kategorii nie wliczano obowiązkowych odpisów podatkowych, co oznacza, że mowa tu o celowym i dobrowolnym wyciągnięciu pieniędzy z portfela.
Drugim filarem jest pomoc niefinansowa, czyli klasyczny wolontariat i działania na rzecz osób niespokrewnionych, w które zaangażowała się ponad jedna trzecia społeczeństwa. Profesor Michoń wyodrębnia z tych danych szczególną, „elitarną” grupę stanowiącą 28% społeczeństwa – to osoby, które systematycznie pomagają zarówno finansowo, jak i niefinansowo. Niestety, dokładnie taki sam odsetek (28%) badanych stanowią obywatele, którzy nie angażują się w absolutnie żadną formę wsparcia.
Ulubionymi formami pomocy są masowe akcje charytatywne oraz przekazywanie darów rzeczowych, takich jak ubrania czy zabawki, co psychologicznie stanowi najprostszą, wymagającą najmniejszego nakładu sił formę podzielenia się swoimi zasobami. Ponad 10% społeczeństwa regularnie oddaje też krew, co stanowi bardzo pozytywny akcent wyników.
Deficyt zaufania społecznego a rola NGO
Kluczowym problemem omówionym przez profesora jest specyficzny, ogólnonarodowy kryzys zaufania społecznego. Polacy ufają swojej najbliższej rodzinie i wąskiemu gronu przyjaciół, jednak wykazują niski poziom zaufania do osób obcych. Ten psychologiczny mur potężnie wpływa na sposób, w jaki pomagamy.
Większość obywateli ma szczerą chęć niesienia pomocy, ale jednocześnie boi się oszustwa (np. w przypadku wręczania pieniędzy osobie żebrzącej na ulicy). Dlatego nasze społeczeństwo chętnie zrzuca ciężar sprawdzenia, czy ktoś faktycznie potrzebuje pomocy, na wyspecjalizowane podmioty, czyli organizacje pozarządowe (NGO). Fundacje takie jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy czy Szlachetna Paczka tworzą wokół siebie „aurę godnych zaufania”, dzięki czemu przeciętny Kowalski łatwiej decyduje się na transfer środków finansowych, wiedząc, że instytucja racjonalnie zarządzi jego kapitałem.
Im mniejszego wysiłku organizacyjnego i mniejszego ryzyka emocjonalnego wymaga pomoc, tym łatwiej się na nią decydujemy – co potwierdza fakt, że blisko połowa Polaków chętnie przekazuje 1,5% podatku.
Motywacje i różnice pokoleniowe
Dlaczego właściwie pomagamy? Wykorzystując narzędzie Volunteer Functions Inventory, badacze ustalili, że u podstaw pomagania leżą czynniki silnie ludzkie, emocjonalne i moralne, a nie pragmatyczne. Najpotężniejszą motywacją jest tzw. mechanizm „wzmacniania”. Osoby pomagające realizują w ten sposób swój wewnętrzny system wartości, co błyskawicznie poprawia ich samopoczucie. Powstaje tu samonapędzające się koło: pomaganie innym poprawia dobrostan psychiczny, a to lepsze samopoczucie upewnia darczyńcę, że warto żyć zgodnie z tymi wartościami, co z kolei zachęca do kolejnych aktów pomocy.
Na drugim miejscu plasują się głębokie wartości wewnętrzne: empatia, troska i współczucie, realizowane z naturalnej potrzeby serca, a nie pod wpływem zewnętrznej presji społecznej. Trzecim motywem jest ciekawość poznawcza i chęć lepszego zrozumienia świata, a niezwykle ważnym, niedocenianym powodem jest po prostu redukcja samotności. Wolontariat buduje bowiem strukturę społeczną, pozwala na interakcje zarówno z podopiecznymi, jak i z innymi wolontariuszami.
Motywacje te drastycznie różnią się w zależności od grupy wiekowej. Dla ludzi młodych organizacje pozarządowe stanowią często „trampolinę do kariery” – młodzież szuka tam szansy na rozwój umiejętności twardych i miękkich, budowania pierwszego CV oraz tworzenia sieci kontaktów (networkingu). Z biegiem lat pragmatyzm ten całkowicie wygasa. Osoby w średnim wieku, a w szczególności seniorzy, poszukują w wolontariacie głębokiego, świadomego sensu, którego często brakuje im w rutynowej pracy zawodowej. Szukają zaspokojenia elementarnej ludzkiej potrzeby przynależności do grupy, chęci poczucia bycia komuś potrzebnym oraz ucieczki przed dojmującą, starczą samotnością.
Postrzeganie wolontariatu, chęć większego działania i poczucie sensu
Wyniki pokazują rozdźwięk w postrzeganiu wolontariatu. Blisko połowa badanych utożsamia go po prostu z radością i satysfakcją życiową. Jednak znaczna część społeczeństwa uważa, że aby pomagać niefinansowo, trzeba mieć wyjątkowe „powołanie”, specyficzne predyspozycje i gotowość do poświęcenia.
Według prof. Michonia ten wzniosły obraz wolontariatu jest w dużej mierze wygodną psychologiczną wymówką. Podkreślanie, że wolontariat to „ciężar i poświęcenie”, pozwala osobom biernym łatwo usprawiedliwić własny brak zaangażowania (tłumaczą to sobie brakiem powołania). Różnica w postrzeganiu jest prosta: zaangażowani widzą w pomocy głęboki sens, podczas gdy niepomagający traktują ją niezwykle chłodno i neutralnie emocjonalnie.
Co najbardziej budujące, osoby już zaangażowane w pomoc – a szczególnie ci, którzy angażują własny czas w pomoc niefinansową – najczęściej deklarują, że chciałyby robić jeszcze więcej. Wynika to z faktu, że pomoc staje się dla nich niemal życiową pasją; ogranicza ich jedynie fizyczny brak czasu.
Finałowym i najważniejszym wnioskiem wystąpienia jest korelacja z sensem życia. Współczesna psychologia udowadnia, że poczucie sensu jest najsilniejszym korelatem ludzkiego szczęścia. Badania udowodniły, że osoby pomagające – w szczególności „elita” łącząca wsparcie finansowe z wolontariatem – dysponują najwyższym na tle społeczeństwa wskaźnikiem poczucia sensu własnego życia. I tu również zachodzi dwukierunkowe sprzężenie: ludzie posiadający sens chętniej pomagają, a aktywne pomaganie potężnie ten sens buduje.
Zasługiwalność na pomoc (odpowiedzi z bloku Q&A)
W panelu pytań i odpowiedzi prof. Michoń podzielił się swoimi odrębnymi badaniami z psychologii społecznej dotyczącymi tzw. „zasługiwalności na pomoc”, czyli kryteriów, na podstawie których Polacy decydują o tym, komu należy pomóc.
Na absolutnym pierwszym miejscu znajdują się dzieci. Wynika to z faktu, że ich trudna sytuacja życiowa jest niezawiniona (nie mają nad nią kontroli), a dodatkowo działa tu mechanizm odroczonej wzajemności (te dzieci w przyszłości będą pracować na starzejące się społeczeństwo).
Na drugim miejscu są osoby z niepełnosprawnościami i przewlekle chore z tych samych psychologicznych powodów: brak zawinienia własnego, brak kontroli i ograniczone możliwości samodzielnej poprawy bytu.
Z kolei na szarym końcu, najbardziej niechętnie obdarowywaną grupą są imigranci. Panuje wokół nich krzywdząca, często napędzana przez media narracja, że „sami tu przyjechali, więc powinni sobie poradzić”. Polakom brakuje poczucia podobieństwa kulturowego do tej grupy, wierzą też w fałszywe mity (np. że migranci szukają wyłudzeń z programów socjalnych). Profesor zauważył też drastyczną różnicę w postrzeganiu – uchodźcy z Ukrainy cieszą się nieporównywalnie wyższą akceptacją i chęcią pomocy w społeczeństwie w porównaniu do imigrantów z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, co do których uprzedzenia pozostają w narodzie niezwykle silne.
Dodatkowo zauważono rosnący z upływem lat społeczny opór i spadek chęci niesienia pomocy rodzinom z dziećmi, co jest bezpośrednim skutkiem ubocznym agresywnych państwowych programów socjalnych (jak 500+/800+) – wywołuje to bunt u osób bezdzietnych, które czują się wykluczane systemowo.
Wystąpienie mgr Adriana Zarańskiego
W drugiej części konferencji głos zabrał mgr Adrian Zarański, wieloletni przedstawiciel PIBE Ewolucja Myślenia.
Szczęście a pomaganie – paradoksy dobrostanu
Prezentacja Adriana Zarańskiego stanowi znakomite uzupełnienie psychologicznych tez profesora, twardo osadzając je w realiach demograficznych i statystycznych.
Na wstępie przeanalizowano poziom ogólnego dobrostanu badanych przy wykorzystaniu uznanej Skali Satysfakcji z Życia Dienera (ocenianej w przedziale od 5 do 25 punktów). Średni wynik wyniósł 15,21. Jak się okazało, zjawisko niesienia pomocy drastycznie podnosi statystyki życiowego zadowolenia. Osoby pomagające zarówno finansowo, jak i niefinansowo wyśrubowały średni wynik do imponującego poziomu 16,62 punktów. W tej specyficznej podgrupie odsetek osób klasyfikowanych jako „bardzo szczęśliwe” jest zdecydowanie najwyższy i przekracza 27%. Najniższe odczucie życiowego szczęścia zgłaszały osoby bierne społecznie.
Jednak przy dogłębnej analizie wykryto fascynujący, psychologiczny paradoks dotyczący grupy pomagającej wyłącznie w sposób niefinansowy (wolontariuszy). Otóż w tej grupie znajduje się wielu ludzi „bardzo szczęśliwych”, ale równocześnie zanotowano tam największy wskaźnik ludzi skrajnie nieszczęśliwych – wyższy nawet niż w grupie osób w ogóle niepomagających. Zarański tłumaczy to zjawisko na cztery sposoby. Po pierwsze, znaczna część tych ludzi może borykać się z dramatycznymi problemami materialnymi, a ubóstwo uniemożliwia im pomoc finansową, co może rodzić frustrację. Po drugie, wolontariat jest bardzo często traktowany jako swoista metoda radzenia sobie z własnymi demonami – cierpiąc na stany depresyjne czy poczucie beznadziei, ludzie uciekają w pomaganie innym, aby usilnie nadać swojemu życiu chociaż odrobinę wyższego sensu. Po trzecie, bezpośrednia ekspozycja na ludzkie krzywdy jest ogromnym obciążeniem emocjonalnym dla części wolontariuszy. I po czwarte, wolontariuszami są ludzie często o podwyższonej wrażliwości na krzywdę.
Bariery i przeszkody zasobowe
Aż 44,8% Polaków szczerze przyznaje, że pragnęłoby pomagać w znacznie większym wymiarze, niż mogą sobie na to pozwolić obecne. Jakie są zatem powody tej bezsilności? Analiza wykazała, że społeczeństwu polskiemu brakuje podstawowych zasobów do działania. Dla 36,6% barierą nie do przeskoczenia jest po prostu brak pieniędzy. Zaraz za tym plasują się problemy z czasem, krytyczny brak sił i życiowej energii na skutek codziennego przepracowania, a dalej ograniczenia czysto zdrowotne.
Innymi, pobocznymi powodami bierności są brak poczucia posiadania użytecznych umiejętności wolontariackich, zagubienie informacyjne (komu i jak pomóc), niechęć do utożsamiania się ze sformalizowanymi fundacjami oraz – niestety bardzo częsty – fakt, że badany sam znajduje się na granicy ubóstwa i potrzebuje pilnej opieki. Jednak Zarański podkreśla istotny optymistyczny fakt – wymówki typu „nie pomagam, bo mi się po prostu nie chce”, znajdują się na samym dnie statystyk i oscylują w okolicach niewidzialnych 0,4%.
Oblicze naiwności i weryfikacja zaufania
Ciekawym wskaźnikiem poddanym analizie był problem społecznej naiwności. W społeczeństwie krąży mit, jakoby wolontariusze i darczyńcy byli osobami „łatwowiernymi”. Zarański stanowczo go obala. Ankiety pokazały, że osoby angażujące się w pomaganie ufają innym drastycznie bardziej niż osoby bierne (blisko 50% osób czynnie pomagających twierdzi, że można ufać większości ludzi, w porównaniu do niskiego odsetka w grupie niepomagającej, dając różnicę aż 19,2 punktów procentowych).
Jednak zaufanie wcale nie oznacza głupoty. Wolontariusze wykazują znaczną świadomość zagrożeń ze strony oszustów; doskonale wiedzą, czym jest mechanizm tzw. „jazdy na gapę” (wyłudzania środków), potrafią trafnie rozpoznać żal po byciu wykorzystanym. Kluczowa różnica polega na mechanizmach reakcji. Dla osób niepomagających lęk przed potencjalnym oszustwem bywa paraliżujący i stanowi idealny argument za biernością (nie pomogą nikomu, bo boją się stracić zasoby). Darczyńcy i wolontariusze akceptują to ryzyko wpisane w naturę pomagania. Są czujni, wyczuleni, preferują sprawdzone NGO, ale podtrzymują swoje zaangażowanie.
Socjologiczny portret osoby pomagającej
Zarański dokonał niezwykle rozbudowanej wiwisekcji demograficznej 1000 badanych Polaków, dostarczając zróżnicowanych wniosków:
- Wykształcenie: Skłonność do wzięcia odpowiedzialności za drugiego człowieka rośnie wprost proporcjonalnie do poziomu edukacji. Aż 66,4% osób legitymujących się wyższym wykształceniem aktywnie pomaga. Grupa z wykształceniem zawodowym najrzadziej otwiera portfel, aczkolwiek chętniej angażuje się w bezpłatny wolontariat czasowy. Im wyższe wykształcenie, tym większa skłonność do dywersyfikowania form pomocy.
- Dzieci (Paradoks macierzyństwa/ojcostwa): Logicznym wydawałoby się, że bezdzietni obywatele, dysponujący teoretycznie większą pulą wolnego czasu, łatwiej angażują się w prace społeczne. Statystyki pokazują jednak zjawisko zupełnie przeciwne! Spośród 417 badanych posiadających dzieci poniżej 18. roku życia odnotowano zauważalnie wyższy wskaźnik zaangażowania, ze szczególnym uwzględnieniem aktywności niefinansowych. Zarański wysnuł tezę, że wzięcie na siebie obowiązku rodzicielskiego wzmacnia „uspołecznienie”, zwiększa pulę empatii w stosunku do osób w potrzebie (zwłaszcza obcych dzieci), co owocuje poszukiwaniem przestrzeni charytatywnej pomimo zmęczenia domowego.
- Krzywa wieku: Aktywność pomocowa przypomina nieco literę „U”. Liderami pomocy są dorośli najmłodsi (do 29 r.ż.) oraz seniorzy (osoby po 60. roku życia). Niższy wskaźnik zaangażowania następuje u obywateli w wieku 40-49 lat, którzy znajdują się na „życiowym froncie” z powodu licznych obowiązków zawodowych i rodzinnych, co obniża czasową dyspozycyjność do pracy charytatywnej.
- Stan cywilny i religijność: Najaktywniejsi na wszystkich polach są obywatele trwający w formalnych i partnerskich związkach małżeńskich. Single przodują z kolei w byciu osobami biernymi pomocowo (aż 47,1% singli w ogóle nie pomaga). Z kolei liderami pomocy wyłącznie niefinansowej są obywatele rozwiedzeni oraz owdowiali. Ciekawie kształtuje się również korelacja z religią – osoby deklarujące się na skali ocen jako bardzo głęboko wierzące rzadziej wspierają cele finansowo, lecz dominują w bezpośrednim wolontariacie terenowym, postrzegając go być może jako obowiązek posługi bliźniemu. Osoby niereligijne stanowią przeważającą pulę ludzi niepomagających.
- Finanse: Występuje wyraźny próg dochodowy ustalony na poziomie około 1500 zł w przeliczeniu na członka gospodarstwa domowego. Obywatele dysponujący dochodem powyżej tej kwoty angażują się systematycznie w okolicach 60%, natomiast poniżej tego progu chęć do niesienia pomocy (poza darmowym wolontariatem) topnieje do poziomu około 50% lub mniej.
Regres rok do roku i konkluzje
Podsumowując wnioski i nakładając je na wyniki z roku 2025, Zarański z pewnym smutkiem zdiagnozował narastające trendy spadkowe. Wsparcie wyłącznie finansowe zanotowało ostry spadek o 7%, a działania wolontariackie zmniejszyły swój zasięg o 5,5%. Równolegle, kategoria osób unikających pomocy wzrosła o nienapawające optymizmem 6%.
Wśród barier znacznie nasiliły się zgłoszenia braku czasu (zmęczenie pracą) i energii oraz problemy zdrowotne. Pojawiło się przy tym ciekawe przetasowanie – spadła ilość osób deklarujących „brak pieniędzy”, co może sugerować delikatne odbicie ekonomiczne w portfelach (więcej zarabiamy). Ponadto nieznacznie wzrósł również wskaźnik przekazywania 1,5% z deklaracji PIT, który nie wymaga oddawania wolnego czasu.
W trakcie panelu pytań i odpowiedzi (Q&A) ekspert podzielił się swoim prywatnym doświadczeniem. Sam był wolontariuszem „Szlachetnej Paczki” dekadę wcześniej, a borykając się ówcześnie z cechami natury lękowej, podjął aktywność społeczną po namowach znajomej jako swoiste wyzwanie (challenge) życiowe w walce ze swoimi słabościami. Rekomenduje on „eksperymentowanie” ze środowiskami pomocowymi – badanie, w którym odłamie wsparcia dana osoba odczuje największy komfort i przydatność.
Na koniec obaj badacze zaapelowali do państwa o głębokie, systemowe rozwiązania odciążające fizycznie obywateli, by naturalny ludzki instynkt i pęd Polaków do czynienia dobra mógł zostać uwolniony z pułapki braku czasu.
Raport i zapis konferencji
Raport z badania jest dostępny tutaj.
Zapraszamy również do obejrzenia zapisu konferencji:
